Content
W celu zalogowania się do konta użytkownika wpisz swój adres e-mail i hasło. Potem kliknij przycisk zaloguj.

baner
Bornholm
wyprawa

W każdym razie pogoda dopisywała i zanim moja głowa stała się cięższa o pół kilograma, bawiliśmy się przednio.

Bornholm tak bardzo różni się od tego, co znamy z polskiego wybrzeża. Nie tylko brakuje tu wszechobecnego nad naszym morzem tłoku, nie ma też mało estetycznych metalowych budek z pamiątkami za pięć złotych i zaschniętych stolców w położonych przy plaży pasach leśnych. Zamiast tego są niewielkie, kamieniste zatoczki, świetnie rozbudowana i utrzymana sieć ścieżek rowerowych i małe straganiki samoobsługowe, w których można kupić warzywa, owoce i regionalne przetwory, umieszczając odliczoną kwotę w przytwierdzonej do półki skarbonce.

Hammershus.

Czas wydaje się stać w miejscu. Zmierzamy powoli w kierunku Allinge-Sandvig, dwumiasta na północnym krańcu Bornholmu, zatrzymując się po drodze w Arsdale, następnie Svaneke i Gudhjem. Mimo ambitnych planów skosztowania charakterystycznych dla Bornholmu dań, ograniczyliśmy się do degustacji miejscowego ( i nie tylko ) piwa. Na nasze usprawiedliwienie muszę dodać, że ceny w Danii mogą wpędzić w lekką depresję podróżujących z niewielkim budżetem.

Po dotarciu do celu zaczęliśmy szukać noclegu. Ponieważ w Danii nie można rozbijać się "na dziko", na początku próbowaliśmy rozbić namiot na podwórku u jakichś miejscowych, za niewielką opłatą. Bez powodzenia. Wizyta na polu namiotowym też była bezowocna, bo dowiedzieliśmy się o konieczności posiadania karty kempingowej. Można ją oczywiście było wyrobić, ale była droga. Tańszą opcją była karta jednodniowa, więc kupiliśmy ją i odłożyliśmy na kolejny nocleg a ten postanowiliśmy spędzić kamuflując nasz namiot w jakichś głębokich krzaczorach.

Widok z Hammershus na północną stronę wyspy.

Zjedliśmy kolację na pięknej plaży koło Allinge i pojechaliśmy w kierunku ruin Hammershus. Tam na małym polu leżącym trzysta metrów od ruin i otoczonym gęstym lasem rozłożyliśmy namiot. Na szczęście udało nam się uniknąć spotkania z policją i ewentualnego mandatu. Następnego dnia zwiedziliśmy resztki średniowiecznych fortyfikacji, które przez wiele lat były używane jako schron w walkach między królem duńskim a arcybiskupstwem walczącym o hegemonię na wyspie.

-

data: 27.03.2013r.
najnowsze komentarze
Wyświetlono rezultaty 1-3 z 3.
avatar
Bardzo fajna relacja. Miałem przyjemność pojeździć trochę rowerem po Bornholmie. Szczerze polecam

Skubi 13:12:13, 27.09.2013r.
-
avatar
Super relacja. Też planuję wybrać się tam na rajd rowerowy :) Mam pytanie, bo nie mogę znaleźć - ile dni zajęło Wam przejechanie tej trasy? :) Pozdrawiam!

ewelina 10:08:41, 10.08.2015r.
-
avatar
Bornholm przejechaliśmy w trzy dni :) Z czego jeden dzień z niewielką ilością kilometrów. Myślę że te trzy dni to optymalny czas na poznanie wyspy.

admin 23:35:24, 01.10.2015r.
-